Strona, której Google widziało 38 znaków
Firma z branży ezoterycznej miała nowoczesny serwis z ofertą sesji i sprzedażą online. Cała treść dokładała się dopiero w przeglądarce, więc robot wyszukiwarki dostawał praktycznie pusty dokument. Po wdrożeniu surowy kod podstrony urósł z około 38 znaków do około 6 KB.
Dlaczego bez nazwy firmy
Nazwę klienta publikujemy dopiero wtedy, gdy mamy jego pisemną zgodę. Nie mamy jej, więc na tej stronie nie ma nazwy, logo, adresu serwisu ani żadnego szczegółu, po którym dałoby się firmę rozpoznać. Zostaje branża, diagnoza i zakres prac, bo to jedyne, co ma tu wartość dla czytelnika.
Nie ma tu też wykresów wzrostu. Wyjaśniamy niżej, dlaczego akurat w tym projekcie nie mielibyśmy jak ich udokumentować.
Ładna strona, pusty dokument
Serwis był zbudowany na komponentach doładowywanych w przeglądarce. Człowiek widział pełną stronę: opisy usług, sylwetki ekspertów, sklep. Robot wyszukiwarki i model AI widziały szkielet bez treści, bo pobierają surowy kod, a nie obraz z przeglądarki.
- Surowy kod podstrony miał około 38 znaków. Tyle zostaje, gdy cała treść powstaje po stronie użytkownika.
- Brakowało mapy witryny i pliku dla robotów, więc nic nie kierowało indeksowania.
- Nie było pliku
llms.txt, czyli punktu wejścia dla modeli AI. - Strony logowania, konta, koszyka i historii zakupów były otwarte na indeksowanie.
- Brakowało danych strukturalnych, więc nic nie mówiło wyszukiwarce, kto to jest i co sprzedaje.
- Nie było podpiętej Search Console, czyli nie istniał żaden pomiar stanu wyjściowego.
Najtańszy test, jaki możesz zrobić dziś na własnej stronie: otwórz podgląd źródła strony skrótem Ctrl+U. Jeśli nie widzisz w nim swoich tekstów, wyszukiwarka też ich nie widzi.
Naprawa warstwy technicznej bez przepisywania serwisu
Pierwsza decyzja była architektoniczna i to ona zdjęła z projektu największy koszt. Zamiast przepisywać stronę na renderowanie serwerowe, doprowadziliśmy do tego, żeby tytuły, opisy, dane strukturalne oraz nagłówek, opis i linki trafiały wprost do surowego kodu. Pełny prerender treści przesunęliśmy do etapu wydajnościowego, bo nie był warunkiem indeksacji.
- Audyt i plan wdrożenia rozpisany na 14 kroków, każdy z kryterium odbioru, właścicielem i ryzykiem. Plan powstał w całości przed pierwszą linijką kodu.
- Wybór strategii renderowania i decyzja, czego świadomie nie robimy na tym etapie.
- Treść dostępna dla robotów, czyli nagłówek, opis i linki, w surowym kodzie 35 stron.
- Plik dla robotów, mapa witryny z 35 adresami i
llms.txtdla modeli AI. - Unikalne tytuły i opisy na 42 stronach, z najważniejszym słowem na początku tytułu.
- Sześć typów danych strukturalnych: profil firmy usługowej, witryna, usługa, osoby ekspertów, wpisy blogowe i okruszki nawigacyjne.
- Porządek w adresach: adres kanoniczny na czystych ścieżkach, przekierowanie adresu z
/indexna katalog główny. - Wyłączenie z indeksu stron logowania, panelu, konta, koszyka, danych i historii zakupów.
Całość weszła na produkcję przez trzy scalone zgłoszenia zmian w repozytorium klienta. Bez przestoju serwisu i bez zmian w wyglądzie strony.
Co dało się sprawdzić po wdrożeniu
Poniższe rzeczy zweryfikowaliśmy na żywym serwisie w czerwcu 2026, na surowym kodzie i w przeglądarce. To nie są prognozy ani modele, tylko stan, który dało się otworzyć i policzyć.
- Plik dla robotów, mapa witryny i
llms.txtodpowiadają kodem 200, czyli istnieją i są czytelne dla wyszukiwarek oraz modeli AI. - Strony transakcyjne i prywatne zniknęły z kolejki do indeksu, więc przestały rozmieniać budżet indeksowania.
- Treść w surowym kodzie potwierdzona ręcznie, strona po stronie, a nie tylko w narzędziu.
Czego świadomie tu nie pokazujemy
Nie ma wykresu ruchu, liczby fraz w pierwszej dziesiątce ani procentu wzrostu sprzedaży. Powód jest prozaiczny: Google Search Console czekała na wpis w domenie po stronie klienta, więc w momencie zamykania warstwy technicznej nie istniał pomiar, z którego moglibyśmy takie liczby wziąć. Wpisanie ich tutaj byłoby zmyślaniem.
Tak samo traktujemy resztę zakresu. Treść filarowa, blog, wydajność i budowanie autorytetu były rozpisane, ale zależą od materiałów klienta i decyzji redakcyjnych, więc nie przypisujemy sobie ich efektów.
Ile to trwało
| Etap | Co się działo |
|---|---|
| Audyt i plan | Diagnoza serwisu, plan na 14 kroków z kryteriami odbioru, komplet gotowych plików konfiguracyjnych i tekstów meta. Zamknięte przed startem prac w kodzie. |
| Wdrożenie techniczne | Czerwiec 2026. Trzy scalone zgłoszenia zmian, po których warstwa techniczna była na produkcji i zweryfikowana. |
| Etap zależny od klienta | Dostęp do domeny pod pomiar oraz materiały o zespole i ofercie. Ta część nie zamyka się po naszej stronie i to ona wstrzymała pomiar. |
| Horyzont dalszych prac | 90 dni na treść, wydajność i autorytet, rozpisane w harmonogramie oddanym klientowi. |
Wniosek z tego projektu, który powtarza się u nas najczęściej: sama praca techniczna zajmuje dni, a nie miesiące. Miesiące zajmuje czekanie na dostępy i materiały.
Co z tego wynika, jeśli masz podobną firmę
- Sprawdź surowy kod, zanim kupisz treści. Jeżeli strona jest zbudowana na komponentach ładowanych w przeglądarce, żadna ilość artykułów nie pomoże, dopóki robot widzi pusty dokument.
- Nie każdy taki serwis trzeba przepisywać. Przepisanie na renderowanie serwerowe to duży projekt. Często wystarczy wypchnąć do surowego kodu tytuły, opisy, dane strukturalne i podstawową treść.
- Wyłącz z indeksu koszyk, konto i logowanie. To strony, które nikomu nic nie sprzedadzą z wyszukiwarki, a zjadają uwagę robota.
- Podłącz pomiar na samym początku. Bez Search Console nie udowodnisz później żadnego efektu, nawet jeśli faktycznie wystąpi.
- Przygotuj materiały wcześniej. Zdjęcia, opisy ludzi, ceny i profile w mediach społecznościowych to jedyna część, której agencja nie zrobi za Ciebie.
Dla kogo ta historia jest powtarzalna
Dla firm usługowych i sklepów, które w ostatnich latach dostały nową, efektowną stronę od studia projektowego lub programisty, a widoczność w wyszukiwarce po tej zmianie spadła albo nigdy nie ruszyła. To ten sam schemat: nowoczesny front, brak warstwy, którą czyta robot.
Trzy pytania, które dostajemy o to case study
Publikujemy nazwę klienta dopiero po jego pisemnej zgodzie. Do dnia publikacji tej strony zgody nie mamy, więc opisujemy branżę i zakres prac bez danych, które pozwoliłyby rozpoznać firmę.
Bo nie mielibyśmy jak go udokumentować. Google Search Console czekała na rekord DNS po stronie klienta, więc w momencie zamykania warstwy technicznej nie istniał pomiar, z którego moglibyśmy pokazać pozycje i ruch.
Nie zawsze. W tym projekcie wystarczyło, że tytuły, opisy, dane strukturalne oraz nagłówek, opis i linki trafiły do surowego HTML. Pełny prerender treści przesunęliśmy do etapu wydajnościowego, bo nie był warunkiem indeksacji.
Zacznij od tego samego, od czego zaczęliśmy tutaj
Podaj adres strony, a sprawdzimy, co widzi z niej Google i co widzą modele AI. Bez opłaty i bez zobowiązania. Wynik dostajesz w pięć dni roboczych.